On to typ, który wprowadza trochę goryczki do ich związku.
Ona jest krucha i delikatna.
On wręcz przeciwnie.
Ona lekka, on znacznie cięższy (ale nie za ciężki!)
Ona blada, on można powiedzieć - śniady.
Oni...jak dla mnie związek idealny!
Ona - słodka beza.
On - nie słodki krem kawowy.
Oni razem - torcik bezowy, którego nie mija się obojętnie.
Duet ten poznałam oczywiście dzięki "Moim Wypiekom".
Składniki na 3 blaty bezowe:
6 białek
250 g cukru pudru
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżka mąki ziemniaczanej
Białka ubijamy na sztywno. Następnie nadal ubijając, dodajemy stopniowo cukier - po 1 łyżce. Na koniec należy delikatnie wmieszać do masy mąkę ziemniaczaną i sok z cytryny. Ja wmieszałam te składniki do masy mikserem na najwolniejszych obrotach i wyszło wszystko dobrze. Blachy do pieczenia (duże, od piekarnika) wyłożyć papierem do pieczenia. Odrysować na nim 3 okręgi o średnicy 20 cm (u mnie miska). Na tak narysowane okręgi wyłożyć masę białkową.
Przed pieczeniem |
Po upieczeniu i wystudzeniu |
Ponieważ mi się nie mieściły 3 okręgi o średnicy 20 cm na jednej blaszce, piekłam na dwóch blachach używając jedynie termoobiegu w trakcie pieczenia (dlatego obie blachy były w piekarniku na raz).
Składniki na krem kawowy (tutaj troszkę zmieniłam wykonanie, bo nie chciało mi się wierzyć, że bez ubijania śmietany,jak w oryginale, nie zrobi mi się z tego zupa, więc nie ryzykowałam i zrobiłam po swojemu):
250 g schłodzonego serka mascarpone
250 g schłodzonej śmietany kremówki
1 śmietanfix (dodałam od siebie)
2 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki dobrej kawy rozpuszczalnej, rozpuszczone w 1 łyżce gorącej wody i ostudzone
Śmietanę ubić na sztywno razem ze śmietanfixem. Dodać cukier puder. Serek mascarpone krótko zmiksować w drugim naczyniu, następnie dodać do ubitej wcześniej śmietany i połączyć razem na gładką masę. Na koniec dodać rozpuszczoną kawę i zmiksować, tak by powstał krem jednolitego koloru. Kremem przełożyć blaty bezowe. Torcik można spożywać od razu.
Przechowujemy go w lodówce. Mała uwaga ode mnie. Tuż po przełożeniu kremem dość trudno się kroi to cudo. Ale jest wykonalne, co widać na zdjęciach powyżej. Beza jest z wierzchu krucha, w środku lekko ciągnista (taka ma być). Konsystencja bez zmienia się po ciut dłuższym czasie w lodówce, robią się bardziej takie gąbczaste niż ciągniste. Łatwiej też się kroi, jak torcik trochę w chłodzie postoi. Dlatego ja osobiście najbardziej lubię go na drugi dzień, jak się przez noc mocno schłodzi.
Po nocy w lodówce |
Smacznego!
PS. Białka u mnie zbierały się przez jakiś dłuższy okres czasu (około 3-4 tygodni). Jak z innych wypieków, potraw zostają mi białka to ich nie wyrzucam tylko zamrażam. Do miesiąca nie powinny się zepsuć w zamrażarce i po rozmrożeniu można tworzyć takie frykasy właśnie jak opisany torcik :)
2 razy w życiu piekłam bezy, za pierwszym razem wyszły takie jak Twoje a za drugim od razu po włożeniu zaczęły się palić. Stąd moje obawy przed tym ciachem:) bo jeśli chodzi o smak to sama słodycz zapewne:)) J.D.
OdpowiedzUsuńWygląda obłędnie!
OdpowiedzUsuńHahaha ... na drugi dzień... musiałabym wynieść do sąsiadki chyba:P
OdpowiedzUsuń...do sąsiadki w innym mieście (tak po zastanowieniu:P)
UsuńWiesz, wydaje mi się, że wbrew pozorom byś nie musiała, jeśli robiłabyś ten torcik tylko dla siebie i męża :) Po upieczeniu ma średnicę prawie 26 cm i choć może nie wygląda dość mocno syci. Przez weekend było nas na stanie 3 łakomczuchów. Torcik powstał w sobotę do południa i jednak w niedzielę zostało po małym kawałku dla każdego. Nie daliśmy rady zjeść całego we troje w jeden dzień.
UsuńChodzi mi o to,że do kolejnego dnia bym nie wytrzymała - zaraz musiałabym spróbować:)
UsuńA ja podziękuje za torcik bezom mówię nie lubię.
OdpowiedzUsuńNo to koniec. Narobiłaś mi takiej ochoty, że właśnie zanim zabiorę się do pracy, lecę na dół do cukierni, tyle, że to nie będzie to samo co Twoje cudeńko. Pozdrawiam ciepło:)
OdpowiedzUsuńMniam, bezy uwielbiam i slinka cieknie :)
OdpowiedzUsuńmniam :)
OdpowiedzUsuńwygląda świetnie :) chyba się skuszę
OdpowiedzUsuń